Miejsce, gdzie ambicja sięga nieba, a pustynia wciąż oddycha.
Przylatujesz i już na lotnisku czujesz, że wszystko zostało stworzone z rozmachem — jakby ktoś bardzo chciał Ci coś udowodnić. To szalony, błyszczący, perfekcyjnie zaprogramowany sen.
Śniadania w hotelach z bufetem rozciągającym się na trzech piętrach, najdroższe kawy świata i fast food z nuggetami i kawiorem. Surfing na sztucznych falach, śnieg sypiący z sufitu w galeriach handlowych, stoki narciarskie w środku pustyni.
Dubaj jeszcze kilkadziesiąt lat temu był tylko przystankiem dla karawan. Dziś to przestrzeń, gdzie drapacze chmur przecinają niebo, a sztuczne wyspy układają się w kształt świata. Masz wrażenie, że znów masz dwanaście lat i właśnie spełnia się Twój dziecięcy sen o niemożliwym. Każda decyzja przesuwa granice architektonicznej wyobraźni. Wszystko jest najwyższe, największe, najdroższe. Filmowy plan bez scenariusza.
Życie toczy się tu między basenem a butikami, między sushi a arabskim arakiem, między Ferrari a modlitwą przy zachodzie słońca. W niektórych restauracjach kobiety w kostiumach syren pływają w basenach, obok wielkich akwariów wbudowanych w ściany. W nocy samochody błyszczą bardziej niż księżyc nad pustynią.

A Abu Zabi to inna opowieść. Mniej rozgłosu, więcej przestrzeni. Pałace nie krzyczą – milczą dostojnie. Ale nie robią mniejszego wrażenia. Można jechać quadem po wydmach, obserwować zachód słońca nad pustynią albo zanurzyć się w futurystyczne Yas Island, gdzie królują Ferrari World, Formuła 1 i olbrzymia strefa rozrywki.
To sen o potędze.
Burj Khalifa, tanie paliwo, powietrze klimatyzowane 24/7, roboty w hotelach, drony dostarczające jedzenie, concierge z AI.
To pokaz siły.
To miasto mówi: „Zobacz, jak daleko możemy się posunąć, jeśli mamy władzę i pieniądze”.
Ale nie mówi, ile to wszystko kosztuje naprawdę.
To także kraj, w którym cisza bywa bardziej wymowna niż blask.
I tradycja, która nie zniknęła. Została wpisana w fasady, w kształty, w zapach kadzideł, w ciszę meczetów, w stroje Emiratczyków, które mimo ultranowoczesności miasta – nie zmieniły się od stuleci.
Z jednej strony: nowoczesność, Expo 2020, rozwój edukacji, inwestycje w zrównoważony rozwój.
Z drugiej: ścisła kontrola, brak wolności słowa, ograniczenia dla kobiet i osób LGBT+.
Tutaj możesz spać pod gwiazdami w obozie Beduinów lub w apartamencie, gdzie wszystko jest z marmuru i złota — z osobistym szoferem, kucharzem i lokajem.
Tutaj wszystko dzieje się na gigantyczną skalę.
To plac zabaw dla dorosłych.
Tylko zamiast karuzeli — są supersamochody.
Zamiast waty cukrowej — szampan z truflami.
Zamiast lunaparku — Dubai Mall, Burj Al Arab i kolacja na 122. piętrze.
Tu możesz wynająć jacht, skoczyć ze spadochronem nad sztuczną wyspą, zjeść kolację w restauracji z widokiem na ocean albo potańczyć w beach clubie, gdzie DJ-em jest były producent Kanye Westa.
To miejsce, w którym luksus urósł do rangi sportu ekstremalnego.
A pobijanie rekordów stało się codzienną atrakcją.
Wszystko błyszczy, wszystko lśni.

To też miejsce, gdzie
cokolwiek sobie wyobrazisz — co wydaje się zbyt absurdalne, zbyt niemożliwe —
po prostu pojawia się za rogiem.

