Gdzie słychać jodłowanie odbijające się echem od alpejskich ścian.
Gdzie w powietrzu unosi się zapach topionego sera i czekolady, a z zegara punktualnie wyskakuje kukułka.
Idziesz czystą ulicą, schludnie ubrany, ze szwajcarskim zegarkiem na nadgarstku – bo tutaj czas ma swoją wagę.
Patrzysz na jeziora, Alpy, zielone doliny – wszystko wygląda jak wycięte z katalogu turystycznego.
Rozmawiasz z ludźmi – raz po niemiecku, raz po francusku, raz po włosku – i właściwie już nie wiesz, w jakim języku powinieneś odpowiedzieć.
Jeździsz na nartach w jednym z najlepszych ośrodków świata: St. Moritz, Zermatt, Verbier, Gstaad.
Latem wędrujesz po górach albo wypoczywasz nad Jeziorem Genewskim. Oglądasz zawody narciarskie, konie polo, robisz zakupy w butikach, świętujesz karnawał w Lozannie lub Lucernie – jakby świat tutaj miał wyższą rozdzielczość.
Oddychasz rześkim powietrzem, zachwycasz się kolorowymi domkami, porządkiem i ciszą.
Wszystko jest tu wysokiej jakości – produkty, widoki, emocje.
I ty też zaczynasz czuć się… bardziej precyzyjny.

Jakby Szwajcaria była dowodem na to, że „z kim przestajesz, takim się stajesz”.
To kraj dumy – dyskretnej, ale głębokiej.
Połączenie precyzji, kulturowej świadomości, szacunku dla prywatności, zaangażowania w jakość, ducha wspólnoty i ekologicznej równowagi.
Nie krzyczy. Nie szuka poklasku.
Ale trwa – jak zegar, który nie potrzebuje oklasków, by i tak być zawsze na czas.

