Saint-Tropez nie potrzebuje wprowadzenia. To miejsce, które stało się symbolem lata, wolności i beztroskich nocy. Choć szczyt jego popularności przypadł na lata 2010-2018, wciąż przyciąga tych, którzy wracają tu co roku, traktując to miejsce jak drugi dom.
Poranki zaczynają się od kawy lub spaceru wzdłuż portu, gdzie jachty delikatnie kołyszą się na wodzie, a miasteczko budzi się do życia. Pampelonne – tam, gdzie leżaki zamieniają się w parkiety do tańca, a pierwsze kieliszki szampana stukają o siebie już o południu. Przyjeżdżasz samochodem lub jachtem – nie ma znaczenia. Muzyka gra, rozmowy płyną, kelnerzy niosą talerze z kawiorami i perłowe łyżeczki.
Wieczory zaczynają się od elegancji w restauracjach i kończą się w dzikim szaleństwie. Stoły stają się parkietami do tańca, serwetki fruwają w powietrzu, a butelki nigdy nie są do połowy puste. W Caves parkiet zapełnia się tymi, którzy przyszli tańczyć do rana. Każda noc w tym miejscu może być najlepszą lub najbardziej szaloną nocą w twoim życiu.
Saint-Tropez to również miejsce, w którym trzeba znać siebie, by nie zgubić się w tym szaleństwie. Miasto wymaga samokontroli, bo łatwo stać się częścią chaosu.
Wszystko dzieje się na granicy marzeń i rzeczywistości – muzyka, szampan, kawior, taniec i rozmowy z nieznajomymi, którzy czują się jak starzy znajomi. Saint-Tropez nie pyta, kim jesteś. Pyta tylko, czy potrafisz się bawić.

Miasto, które stało się ikoną
Zanim Saint-Tropez stało się letnim placem zabaw globalnej elity, było skromną wioską rybacką. Jego artystyczny potencjał odkrył Paul Signac, a w latach 50. Brigitte Bardot, filmując „I Bóg stworzył kobietę”, na zawsze odmieniła losy tego miasteczka. Od tej pory Saint-Tropez stało się symbolem lata, wolności i hedonizmu, które trwają do dziś.
Dziś znajdziesz tu celebrytów, artystów, sportowców i milionerów, ale także tych, którzy po prostu chcą na chwilę poczuć się częścią tego świata. Każdego lata wracają ci sami ludzie, traktując to miejsce jak drugi dom. Elegancja miesza się z ekstrawagancją – niektórzy mają prawdziwą klasę, inni tylko próbują ją udawać. Jeśli zobaczysz kogoś, kto polewa Dom Pérignon lub Cristal na swój zegarek wart 50 000 €, lepiej się odsuń. To nie robi na nikim wrażenia. Pochwalanie się paragonami na Instagramie i wylewanie szampana na stoły nie sprawi, że będziesz wyjątkowy – wręcz przeciwnie.

Saint-Tropez nie pyta, kim jesteś. Pyta tylko, czy potrafisz się bawić.

