Serbia

Przyjeżdżając do Serbii autem, możesz minąć budynki zniszczone w połowie – milczące pamiątki jeszcze niedawnego konfliktu. To kraj trochę poraniony, ale starający się odbudować.

Głośny i cichy zarazem. Pokorny i twardy. A przy tym niezwykle gościnny.

Możesz patrzeć z okna poddasza swojego hotelu, z widokiem na całe miasto. Słuchać muzyki, która dobiega z oddali. Patrzeć, jak przelatują ptaki nad dachami.

W Belgradzie noc zaczyna się późno – w klubach, barach, na brzegach Dunaju i Sawy. Życie tu ma swój własny rytm.

W Serbii wszystko ma ciężar. Nawet uśmiech ludzi potrafi nosić w sobie echo przeszłości.

Trudno tu poczuć lekkość – i trudno się dziwić. To kraj, który wiele przeszedł.

Kawa pita jest długo, często w milczeniu. Rakija – mocna, domowa – podawana przy stole z chlebem, serem i historiami, które nie mają końca.

Obok siedzi starszy pan z gitarą. Cicho brzdąka. Nic nie trzeba mówić – wszystko już zostało powiedziane.

Serbia ma bałkański rytm – trochę dziki, trochę romantyczny. Ulice żyją, mury mówią. Widzisz zniszczone fasady, ale też świeżo malowane okna. Przeszłość i teraźniejszość – razem, bez fałszu.

I kiedy tam jesteś, czujesz się trochę tak, jakbyś przyjechał do babci, której dawno nie widziałeś.

To kraj ludzi, którzy żyją pasją – gotują, grają, śmieją się i wspominają z tą samą intensywnością.

Nie masz dostępu do tej zawartości. Musisz utworzyć konto.

Masz już subskrypcję? Zaloguj się!

Wykup subskrypcję – odblokuj dostęp

  • Access to all blog posts. (100 zł is aprox. € 25 / $28)
    Dostęp do wszystkich wpisów na blogu.
  • Szczegóły płatności