Los Angeles

Los Angeles-Hollywood

Los Angeles to miasto, które pozwalało nam marzyć, zanim jeszcze naprawdę rozumieliśmy, czym są marzenia. To nie szkoła, a filmy odpowiadały na nasze pytania. To z ekranu dowiadywaliśmy się, że świat może być magiczny, a zwykłe życie – filmową opowieścią. To właśnie filmy nauczyły nas wierzyć w bajki.

Każdy słyszał o LA. Każdy ma w głowie jakiś jego obraz. Każdy – choć raz – chciałby tam pojechać. Bo przecież znamy to miasto z każdej możliwej strony: z wielkich ekranów, z plotek o celebrytach, z Instagrama. Widzimy, jak wygląda życie tych, którzy je sobie wymarzyli – na wzgórzach Calabasas, w Pacific Palisades, w Hidden Hills. Dzień zaczynają biegiem w Runyon Canyon, potem kawa w Community Goods, zakupy na Rodeo Drive, brunch z przyjaciółmi, zakupy w Erewhon, może jeszcze szybki wypad do Malibu na surfing.

Ale nie każdy mieszka na wzgórzach.

Są też ci, którzy wstają o 5:30 rano i wracają w środku nocy. Którzy mieszkają w Compton, przy Santa Monica czy w latynoskich dzielnicach. Żyjąc w Mieście Aniołów, są od tych aniołów bardzo daleko.

Bo Los Angeles to miejsce kontrastów. Gdzie jedni dostają Oscary, a drudzy walczą o przetrwanie. Gdzie nagradza się sztukę, ale przemilcza grzechy twórców. Gdzie wystarczy jeden błąd, by spaść z piedestału sławy i milionowych posiadłości. Gdzie ludzie rządzą ludźmi.

Być w LA to robić zakupy, poznawać ludzi, grać w kosza na plaży w Santa Monica, kręcić TikToka w Venice, jeździć do Palm Springs, chodzić na Coachellę, freestyle’ować z nieznajomym na ulicy. Wpaść do Universal Studios, odwiedzić najstarszy Disneyland, kibicować Lakersom. Pić kawę z mlekiem migdałowym, owsianym, kokosowym – albo wszystkimi naraz. Jeść bezglutenowe, bezcukrowe, bezlaktozowe ciastka i narzekać, że utknęło się w korku na dwie godziny, jadąc dziesięć kilometrów.

A może… spać w tanim motelu, liczyć każdy dolar i próbować nie dać się okraść. Może ktoś skopiuje ci kartę, a policja powie, że to “błahostka”. Może wrócisz po latach – już jako ktoś zupełnie inny – i zobaczysz te same miejsca z zupełnie innej perspektywy. Przez szybę sportowego samochodu, z kawą w ręku. Może twoje marzenie stanie się codziennością – taką, której już nawet nie doceniasz, bo chcesz jeszcze więcej.

To tutaj powstają trendy. Tu tworzy się muzyka, która zmienia świat. Tu kręci się filmy, które ogląda cały glob. Tu rodzi się popkultura, którą potem żyjemy.

Ale to też tu wybuchają pożary. Tu ludzie gubią się w wyścigu o sławę. Tu wielu marzycieli zostało z niczym. Bo życie w Mieście Aniołów nie zawsze jest anielskie.

Los Angeles to miejsce, gdzie możesz być sobą albo zagrać wymarzoną rolę. Możesz wszystko – i możesz wszystko stracić. Tu spełniają się marzenia. I tu wiele z nich pęka z hukiem.

Los Angeles to miasto, które pozwalało nam marzyć, zanim jeszcze naprawdę rozumieliśmy, czym są marzenia.

Nie masz dostępu do tej zawartości. Musisz utworzyć konto.

Masz już subskrypcję? Zaloguj się!

Wykup subskrypcję – odblokuj dostęp

  • Dostęp do wszystkich wpisów na blogu.
  • Szczegóły płatności