Niektórzy mówią, że raj to plaże, rozległy ocean, słońce świecące w oczy i temperatura zawsze na plusie.
Ale piękno, spokój i zachwyt można znaleźć także wśród śniegu, w minusowych temperaturach, pod zorzą polarną, która rozświetla noc na wszystkie kolory.

W Islandii zachwyca pustka – ta prawdziwa, majestatyczna. Jazda autem przez bezkresne przestrzenie przypomina podróż po innej planecie. Przejażdżki na islandzkich koniach, parujące gejzery, czarne plaże, gorące źródła z błotnymi maseczkami, fiordy i sagi Wikingów – wszystko to tworzy krajobraz jak z opowieści fantasy.
To kraina lodu i ognia – z wulkanami, które potrafią zatrzymać ruch lotniczy na całym kontynencie, i z lodowcami, pod którymi wciąż pulsuje lawa.
To wiatr tak silny, że może przewrócić samochód. To śnieżne pustynie, ostry chłód i powietrze czyste jak nigdzie indziej. To diamentowa plaża, gdzie lodowe kryształki leżą na czarnym piasku niczym rozsypane klejnoty.
Można tu zarezerwować kilkudniowy pakiet żeglarsko-narciarski i każdego dnia odkrywać nowe stoki – takie, na których być może nikt wcześniej nie zjeżdżał.
To także skyr, świeży łosoś i dorsz, kawior, rozgrzewające zupy, ostrygi i gorąca herbata pita gdzieś na tle mgły i skał.
To rejs statkiem w specjalnych kombinezonach – z puchową kurtką pod spodem – a i tak zamarzasz. Ale śmiejesz się, bo mimo wszystko dobrze się bawisz.
Islandia nie przypomina żadnego innego miejsca. Jest surowa i czuła zarazem.
To przestrzeń, w której cisza ma swój dźwięk, a pustka potrafi nauczyć, jak słuchać samego siebie.

