Miasto za mgłą, otulone deszczem, przesiąknięte tajemnicą, z duszą Harrego Pottera – obecnego tu wszędzie: w sklepikach, kawiarniach, w opowieściach, które mieszkańcy traktują albo jak lokalny skarb, albo jak cień, którego nie da się już pozbyć.

To miasto, do którego chcesz przyjechać jesienią, usiąść w małej kawiarni z widokiem na mokre, kamienne uliczki, patrzeć przez zaparowane okno na spadające z drzew liście, podcinane przez wiatr i drobny szkocki deszcz, na czarne taksówki, i masz ochotę pisać wszystko, co przychodzi Ci do głowy – długopisem, na kartce papieru, albo wyjść, gdy zza chmur wyłania się słońce, usiąść na ławce z książką, potem zajrzeć do vintage shopu, kupić płytę winylową i przez chwilę czuć się jak w innym świecie – bez pośpiechu, bez sztuczności, bez przymusu błyszczenia.
Edynburg ma w sobie pewną wyniosłą elegancję, ale to elegancja budynków. Stare Miasto, z kamiennymi fasadami, mostami i brukiem, wygląda jak scenografia, ale w powietrzu nie czuć dystansu – raczej miękką mgłę, w której można się zgubić na chwilę. Kupisz tu kaszmirowy sweter i różdżkę Harrego Pottera, zachwycisz się panoramą miasta, trafisz na kampus Uniwersytetu Edynburskiego, gdzie wszystko tętni życiem – muzyką, rozmowami, światłem. Ale jest też nowy Edynburg, z niską zabudową, urokliwymi domkami, sklepami z książkami, kawiarniami pełnymi ciszy i spacerami, które prowadzą aż nad morze.
Stolica Szkocji – z charakterystycznym, miękkim akcentem, który nie zawsze zrozumiesz, ale który zostanie w Twojej głowie na długo po wyjeździe.

