Sri Lanka

Sri Lanka

To nie jest opowieść o raju. Choć wszystko na to wskazuje: złoty piasek ciągnący się po horyzont, wzgórza spowite mgłą, herbaciane pola pachnące deszczem, wodospady spływające po skałach, słonie maszerujące dumnie w tylko sobie znanym kierunku, jaskrawozielone tarasy ryżowe. Dżungla pulsuje życiem, a tropikalne powietrze — duszne i lepkie — pachnie kadzidłami. Raz hipnotyzuje, raz przytłacza.

Pociąg przecina zielone wzgórza — tak przepełniony, że nie ma gdzie oddychać. Masz trzynaście lat i siedzisz w środku tego wszystkiego, ściskana przez tłum, czując zmęczenie i chęć powrotu do domu. A przecież siedzisz przy oknie, a nie stoisz w przejściu, i nie musisz jutro iść do pracy na cały dzień. Sri Lanka to nie zawsze łatwa miłość. To kraj piękny, ale pełen napięć. Gościnny i jednocześnie milczący. Między Tamilami a Syngalezami wciąż biegnie niewidzialna linia — delikatna, ale wyczuwalna.

W miastach: plątanina kabli, tuk-tuki, zapach smażonego kokosa i świątynie, w których buddyjscy mnisi w pomarańczowych szatach przechadzają się z taką lekkością, jakby nie dotykali ziemi. Święty ząb Buddy w Kandy, kolonialne duchy w Galle, modlitwy przy skałach w Dambulli. Rytuały, których nie rozumiesz, ale czujesz ich wagę — w geście, w dymie, w ciszy.

Kolonializm nie odszedł bez śladu. Brytyjskie plantacje herbaty dziś wyglądają jak rajskie obrazy, ale pamiętają inny porządek świata. W mieście można sunąć na skuterze między tuk-tukami i wyznaczać zasady ruchu drogowego na bieżąco.

Herbata – czarna, zielona, z przyprawami, z mlekiem, bez cukru – to codzienność i rytuał.

Jedzenie to: ryż z curry w dziesięciu wersjach, ostre sambale, chrupiące string hoppers, dal, kokos. Czasem na tle dżungli, czasem na plastikowym stoliku przy drodze. Wokół handlarz podaje Ci wisiorek z kamieniem twojego znaku zodiaku i obiecuje, że odmieni on twoje życie. I może właśnie tak się stanie.

Są tu mosty jak z filmów: kołyszące się sznury i powyłamywane deski zawieszone nad przepaścią. Robisz pierwszy krok i masz wrażenie, że zaraz wszystko się rozpadnie. Ale nie rozpada się. Jak ludzie tutaj — wytrwali, zmęczeni, dumni. Ich historie płyną przez pokolenia – w rytmie bębnów, w kubku herbaty, w opowieściach szeptanych przed snem.

Na ulicach Colombo młodzi słuchają rapu, ale w ich telefonach grają też stare tamilsko-singaleskie ballady. Historia, wiara, kultura i polityka tańczą tu bez przerwy — czasem w harmonii, czasem w zwarciu.

Są miejsca, które potrafimy nazwać pięknymi — bo takie są. Ale nie wszystkie chcą nas zatrzymać.

Sri Lanka to kraj, który warto zobaczyć, poczuć i zrozumieć – a potem z szacunkiem się pożegnać. Zostawić go takim, jaki jest. Bez prób oswojenia.

Nie masz dostępu do tej zawartości. Musisz utworzyć konto.

Masz już subskrypcję? Zaloguj się!

Wykup subskrypcję – odblokuj dostęp

  • Access to all blog posts. (100 zł is aprox. € 25 / $28)
    Dostęp do wszystkich wpisów na blogu.
  • Szczegóły płatności