Holandia zna równowagę – między przestrzenią a człowiekiem, między naturą a miastem.
To jazda rowerem przez mosty, kanały i brukowane uliczki.
Ruch jest ciągły, ale bez nerwowości.
Rotterdam, Haga, Utrecht – miasta, które nie potrzebują się popisywać.
Po prostu są: czyste, logiczne, estetyczne.
W małych sklepikach znajdziesz wszystko – oprócz tego, czego szukałeś.

Do herbaty dostajesz stroopwafla, który topi się od pary kubka.
A potem wycieczka do muzeum – obejrzeć Van Gogha, Rembrandta, Vermeera. Tu sztuka mówi szeptem – ale zawsze trafia w punkt.
To kraj, który lubi rzeczy proste: dobre rowery, świeże kwiaty, równość.
To też pola tulipanów i wiatraki jak z pocztówek.
Holendrzy są niesamowicie zjednoczeni, gdy chodzi o sport – czy to kibicowanie piłkarzom narodowej drużyny, czy wspieranie Maxa Verstappena na torze. Ta wspólnota, ta energia, która łączy ich bez względu na wszystko.
A Amsterdam?
To miejsce, w którym
jednego dnia prosisz starszego pana, żeby przewiózł cię na drugą stronę kanału,
drugiego wpatrujesz się w kolorowe kwiaty,
a następnie budzisz się na Red Light District.
Bo Holandia może i pozwala na wiele, ale zawsze zostawia miejsce na troskę.
Holandia to kraj równowagi – między przestrzenią a człowiekiem, naturą a miastem. To miejsce, gdzie historia, popkultura i codzienne życie splatają się w harmonijną całość. Od jazdy rowerem, po podziwianie nowoczesnej architektury w Rotterdamie – wszystko ma tu spokojny, a zarazem żywy rytm.

