Dwa słowa, które musisz znać, to “tak tak” i “skål”. Właściwie tyle wystarczy. Bo Dania nie wymaga wielkich słów – tu liczy się prostota, gest, ton głosu. Kraj, który nie uczy, jak żyć – ale pokazuje, że można inaczej.
Jest tu czysto, cicho, uprzejmie. Ludzie są życzliwi w sposób niewymuszony.
W Danii wszędzie możesz jeździć rowerem – szczególnie w Kopenhadze, gdzie musisz starannie omijać budki z hot dogami i uważać na rozglądających się turystów.
Rowerem jeździsz tu jak nowojorczyk chodzi po Manhattanie – szybko, pewnie, instynktownie. Nie patrzysz w boki, nie zagadujesz – po prostu jedziesz, zgrabnie, bezkolizyjnie, prosto do celu.
W sklepach i kioskach króluje lukrecja – słona i słodka. A gdy jest zimno, na pewno zobaczysz ludzi pijących gløgg – grzańca z przyprawami i rodzynkami.

Dania to także kultura. Baśnie Andersena, w których czuć melancholię. Filmy z Gangu Olsena – lekkie, absurdalne, urocze. I LEGO – duńska odpowiedź na wszystko: prostota, kreatywność, możliwość tworzenia od zera.
Ale Dania to też styl – kluby, moda, muzyka. Szczególnie w Kopenhadze i Aarhus, gdzie młodzi ludzie tańczą, rozmawiają, piją wino w podziemiach, na krawężnikach, i słuchają muzyki. To miejsce, gdzie historia spotyka się z nowoczesnością – bez pretensji, tylko z gracją.
To kraj, gdzie wszystko jest na swoim miejscu. Gdzie czujesz się wolny, nawet jeśli nic spektakularnego się nie dzieje.
A jeśli szukasz kulinarnej magii – tu znajdziesz Nomę, wielokrotnie uznawaną za najlepszą restaurację świata, uhonorowaną trzema gwiazdkami Michelin. Mała uczta w kraju, który celebruje prostotę – na talerzu i w życiu.

